Fandom

Scratchpad

Pamiętnik Petrosiniego

215,794pages on
this wiki
Add New Page
Discuss this page0 Share

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.


Pamiętnik Petrosiniego.

Pamiętnik, który zostawił Petrosini dla drużyny w Zdanarach.


Piszę ten pamiętnik nie dla swojej chwały i bogactwa, ale ku wiedzy potomnych. Tom co widział, przeczytał, stwierdził może być niemałą inspiracją nad pewnymi wydarzeniami...
Pokrótce opisuje swoje dzieciństwo, by ukazać skąd narodziła się u mnie miłość do ksiąg wszelakich (opisuje dzieciństwo w Aldorfie, swą ucieczkę z domu, oddanie się zakonu Sigmara, tam naukę pisania i czytania...
...ale brak wiary, brak gorliwości ku wypełnianiu posług człowieka który jest teraz bogiem zniechęciło mnie od żywota mniszego. Opętała mnie myśl, czy człowiek naprawdę może stać się bogiem, czy są to tylko legendy. Bo jeżeli uważa się, że Sigmar był człowiekiem, ba że Randal wykradł od Shally boskość - to czymże różnią się bogowie od nas. Też muszą być ułomni tak jak my, tylko nieśmiertelni, tylko bardziej mądrzy o wielkiej sile magicznej. Cóż to za bóg, który nie dał rady pokonać potężnego czarodzieja - Drahenfelsta, czy tenże mag jest już bogiem: bo jest nieśmiertelny, potężny i na pewno żyjący dłużej niż Sigmar Młotogromca - więc mądrzejszy jeszcze...
... Nie zgadzam się, że dzisiejsi bogowie są PRAWDZIWYMI BOGAMI. Są ułomni jak my, nie są wszechmocni więc nie są doskonali. Jeśli jest Shally czemuż panoszą się wszędzie choroby, jeżeli na straży umarłych stoi Morr - to czemu ciemne siły tak często się nimi posługują itdd itp. A więc ciemne siły są potężniejsze? - a kimże on są? Khaine brat Morra, bóg Mordu, zła wszystkiego. To wszystko - i oczywiście jego pomioty. Słyszałem o jego małżonce Khally, której kul się krzewi wśród owczych plemion (podobno z przydomkiem "Z jelitami w ustach") - to wszystko! Dwóch bogów złych o tej samej kosmogonii - co wszyscy inni bogowie (Khaine jest bratem Morra) - BZDURA! Musi się kryć coś pod tym pozornym płaszczykiem. Czemu panuje taka równowaga między światłem a ciemnością. Któraś ze stron musi być potężniejsza - więc by wygrała!. A może bogowie się czegoś boją - czegoś bardziej pierwotnego i przerażającego lub wszechmiłościwego. Może zarówno tzw. dobrzy i źli bogowie są w sojuszu by utrzymać, nie naruszyć czegoś by monitorować, kontrolować... (opisuje swoje życie w poszukiwaniu PRAWDY). ...Wszystkie me odkrycia, podróże od Kislewu na północy, poprzez Madziarę, Imperium, Bretonię, Nawarrę Espanię, Tilee doprowadziły mnie do przekonania, że Stary Świat był kiedyś jednym, wielkim wszechpotężnym państwem! (przytacza księgi, zabytki z których wysnuł to przypuszczenie). Cesartstwo to zwało się Antique i obejmowało cały Stary Świat - Cały! Ba! - także Arabia i Persja należały do tegoż cesarstwa! (tu znajduje się plama - chyba od śliny). Czytający te słowa uśmiecha się z politowaniem mówiąc: "Tak? A cóż w takim razie z tego pozostało?" Odpowiedź jest prosta: do dnia dzisiejszego [pozostały 3 - słownie trzy - powszechnie znane rzeczy:

  • sekretny język klasyczny; wiele ksiąg i dysput naukowych i magicznych formuł jest zapisane w tymże języku. Dlatego, że jest on skarbnicą wiedzy, mocy i pojęć, ze nasi przodkowie wiedzieli więcej niż My w roku 2002, a teraz my korzystając z postępu nie Odkrywamy a Odtwarzamy dokonania naszych Przodków!!! (dalej następuje bełkot, użalania się, że nikomu nie może się zwierzyć, bo uzna się go za opętanego i o bólu w duszy).
  • poza językiem używanym w Antique do dnia dzisiejszego pozostała najprostsza schematyczna religia Antique: Dawna Wiara. Czymże ona jest?! Zlepkiem pojedynczych wierzeń, brak spójności i całości, wreszcie zupełny brak bogów. Przez wiele lat odwiedzałem najmędrszych druidów by wytłumaczyli mi me wątpliwości tyczące się istotnych braków, dziur w tej religii. W końcu w Bretonii spotkałem Mędrca - Druida i wiekowego starca, który opiekował się kręgiem. On to powiedział mi - że Druidzi są Strażnikami! (ślad śliny) Strażnikami (wykrzyknik rozmyty śladem śliny) MOCY. Chronią oni przyrodę - by przyroda zakryła wszystkie znaki!. Stoją na straży przyrody, tak bezwzględnie i bez sensu, bo chcą by wszystko co jest NIEBEZPIECZNE przykrył mech, zarosło krzakami, lasem, gąszczem!!!! Natomiast wielkich kręgów i innych budowli, których niełatwo ukryć - muszą bronić! Przed czym się zapytałem? Przed ciekawością - odparł, by nie obudzić tego co dawno zasnęło! Powiedział mi także że jest kilku na Starym Świecie mędrców jak On, którzy znają prawdę by wymogi kultu nigdy się nie zmieniły. Stwierdził też, że kapłani innych bogów nigdy im nie wchodzili w drogę, bowiem w każdej religii jest nakaz by pozostawić druidów - samym sobie! A gdy spytałem się: cóż to tam tak śpi odpowiedział przypowieścią:
"To co nie jest martwe, może być od wieków bezczynne;
Po nieskończonych eonach nawet śmierć może umrzeć"

O bogowie - A WIĘC TEGO SIĘ BOICIE! To co jest zawarte w tych dwóch wersach (ślad śliny zmieszany chyba z krwią)! Drugi tyczy się was i waszych ułomności, pierwszy mówi o (było w tym miejscu wydrapane to co się tam znajdowało). (dalej znajduje się jakby bełkot szaleńczych myśli, wiszenie świata na włosku równowagi...)... Ten sam druid przekazał mi, że nawet orki szanują i z reguły nie ruszają druidów! (opisuje dalsze losy swego dochodzenia, zatrzymuje się na roku 2005).
Poznałem przyjaciół z którymi czuję się spokojniejszy. Są to luzie (i halfing) pogodni i pełni życia i uśmiechu. Polubiłem malutkiego Hogo - który chce dać szczęście wszystkim istotom; Fortunata - bezwzględnego, ale chciałoby się powiedzieć ludzkiego krasnoluda oraz 3 towarzyszy: drwala, myśliwego, wojownika. (...) Musiałem ich wykorzystać, nie wiedzą o tym, lepiej im nie mówić. W Midentheim jeden z szanowanych czarodziei posiadał księgę która była z zakresu moich zainteresowań. Nie mogłem mym 5 przyjaciołom przekazać mojej tajemnicy, bo być może straciliby radość, szczęście, chęć życia. Wynająłem oprycha, by nas wynajął dla zabrania pewnego drobiazgu za pokaźną sumkę. Gdy dostaliśmy się do środka, niby przy okazji zabrałem księgę, moi towarzysze zabrali to co jak najbardziej przypadkiem przypominało ów zamówioną rzecz. Oczywiście wynajętego przeze mnie człowieka nie było - natomiast była jak najbardziej nagonka na nas. W jej rezultacie uciekliśmy i chwała bogom (choć jesteście ułomni i słabi to należy się wam szacunek). Choć po drodze zgubiliśmy ów przedmiot to udało się nam przeżyć bez poważniejszych ran (...)

  • A trzecią rzeczą po Antique to oczywiście megalityczne budowle, które druidzi tak pilnie strzegą. Księga którą zdobyłem jest przerażająca, moje domysły się potwierdziły (ślina) - szaleństwo mnie ogarnia. Nazajutrz po przeczytaniu tekstu spaliłem ją. Szkoda. Czasem warto mieć coś materialnego co potwierdza, że nie jest się szalonym! Mam taką zawodną pamięć - wszystko się mi miesza. Muszę zapisać co zostało mi w głowie z tamtej księgi by utrwalić to. (...)

Uciekaliśmy z Midentheim, gdy spotkała nas dziwna, straszna i tajemnicza przygoda. Na drodze spotkaliśmy wędrownego kramarza - Joanitta, który udawał się do wsi Kammedun by tam kupić żelazo, a sprzedać żywność. Zaproponował nam byśmy podążyli z nim bo podobno grasuje tam potwór zwany Porwiwół: bo jego przysmakiem są całe woły. Po drodze spotkaliśmy grupkę nieznośnych krasnoludów. Następnego dnia odnaleźliśmy ich zabitych w straszliwy sposób prócz jednego który z obłędem w oczach uciekł. Nagle pojawiła się mgła i otoczyły nas potężne, potworne, ogromne 2.5m postacie z mgły. Pytały się o innego przedstawiciela swej rasy. Było to straszliwe przeżycie, ale jakby znajome: Firmy - lud z bagien i mgieł. pół ludzie - pół demony są przerażające swoją obecnością, demonizmem, a jednocześnie są swojscy, ludzcy - jak się przekonaliśmy można ich zabić jak mnie czy Jurgena - Klausa (oczywiście nie życzę mu tego i sobie takowoż). We wsi dowiedzieliśmy się, że w opuszczonej kopalni znajduje się chyba jeden z Firmów. Po drodze przez bagna, bowiem podobno w jeziorze czycha jakiś ogromny zwierz - rzekomo na nas, zabiliśmy porwiwoła. Był to zwierz o cechach gadzich - przypominający z facjaty krokodyla z ogromnym tułowiem jakby jaszczurki stojącej na 2 nogach z 2 malutkimi rączkami. Jurgen Klaus położył drapieżnika jednym ciosem. Wszyscy się strasznie cieszyli - a mnie cieszyło to - że dzięki temu, że ich nie uświadomiłem - mogli się cieszyć z upolowania wielkiej jaszczurki. Udaliśmy się też do świątyni - boga bagien Dżendala. Chciałem się dowiedzieć, czy jest to jakiś odłam Dawnowierców. Nie. Z tego co udało mi się ustalić wyznawali oni jedno z wcieleń Talla bądź jakiegoś jego sługę. (znajduje się opis świątyni) Dotarliśmy w końcu do kopalni, gdzie udało się moim przyjaciołom zabić Firma i w porę ukryć się w niszy zanim oddział Firmów których już przedtem spotkaliśmy nie przybył do kopalni. To straszne, ale Haindrich Jager nie zdążył się ukryć i nigdy później nie widzieliśmy go. W tej niszy znaleźliśmy niemowlę Firma - jak się okazało Firm jest ssakiem!! - a te maleństwo było dziewczynką i wyglądało niewinnie i słodko. Olbracht zaopiekował się nim i bardzo o nie dbał, choć traktował ją jak zwierzątko a nie jak niezwykle potężną i inteligentną przedstawicielkę swojej rasy. Starał się nawet nazwać ją Paździoch, ale gdy ukończyła 2 rok życia kategorycznie zabroniła tak o sobie mówić i nazwała się Mergeth. Mimo, że była tak do nas podobna (była przecież ssakiem) to jednak bardzo niepojęta. Nigdy nie spałą, lubiła wilgoć i słońce gdy była zanurzona w wodzie. Bardzo szybko rosła i się uczyła. Przestała być słodkim maleństwem, a stała się zagadką. Przez 3 lata opiekowaliśmy się nią. Ja w Midentheim pracowałem, publikowałem nieistotne bzdury tylko by utrzymać 5 towarzyszy (bo w między czasie dołączył do nas druid), zaopatrywał nas Joanitt. (...)
Dowiedziałem się, że na dworze imperatora w Altdorfie jasnowidz przewidział nadejście mesjasza?! Udałem się tam, ale dowiedziałem się że ów mędrzec chyba postradał zmysły poprzez ten hipnotyczny stan, w jaki musiał wejść. Na potwierdzenie tych słów wskazano, że zaraz po napisaniu tego zabił całą swoją rodzinę bowiem mieszkał z krewnymi, po czym się powiesił, napisawszy: "Nowy Porządek". Był to kapłan bardzo już wiekowy i mogło mu się coś pomieszać. Postanowiłem udać się do miejsca gdzie żyją, skąd rekrutują się imperialni jasnowidzowie, do baronii Gusendar. To irracjonalne, ale może tam dowiem się czegoś ważnego w interesującej mnie kwestii. Myślę, że najwyższy czas wyrwać się z Midentheim i na powrót rozpocząć swoje poszukiwania. Bogowie! - tak bardzo pragnąłem zapomnieć, miałem nadzieję, że przy moich przyjaciołach zapomnę! NIE ZAPOMNĘ! Nie mogę dłużej ukrywać przed Olbrachtem czy Jurgenem - Klausem swojej tożsamości. Vereno przebacz mi za moje kłamstwa. Myślę, że moi przyjaciele poradzą sobie beze mnie. Mergeth nie pojawia się już od 2 lat, a cała piątka (daj Shally zdrowie im) mieszka w leśnym domku.

Listy Petrosiniego

Korespondencja Petrosiniego - normalnym pismem streszczenia, a kursywą wycinki listów.

1. W trakcie drogi do baronii Gusendar pisze o dobrej pogodzie, miłych ludziach. Narzeka tylko na karczmy - na drożyznę i złe warunki. Standardowo omawia spotkane świątynie. Dłużej rozwodzi się nad ludem Valachów mieszkających na terenie Gór Środkowych.

2. W trakcie drogi do miasta Rosenborg opisuje swoje nadłożenie drogi: ominął on drogę górską. Słyszał bowiem od Valaskiej ludności sporo przerażających historii, wśród których są też romantyczne i zwykle bardzo nieprawdopodobne. ie wierzy on w większość z nich jak chociażby legenda o miłości Nemerii do człowieka Olafa z Norski (przedstawia, że widział 2 rzekome domy tych kochanków), starcie dwóch sióstr - boginek w tychże górach, czy o "zgrozo" utożsamieniu Gór Środkowych z jakimś Tytanem, który zasnął, a bród, który się osadził na nim to te góry! Inne jednak legendy brzmią strasznie i bardzo groźnie i jeśli jest w tym choć kropla prawdy to woli nie zapuszcząć się w góry. Nie będzie ich na piśmie przedstawiał - może kiedyś opowie.

3. Rosenborg. Opisuje to miasto: "wrota do baronii Gusendar". To zadbane, bardzo ładne miasto. Szczyci się tym, iż jest jednym z najdalej na N wysuniętym Miastem Cesarskim - przez to podległym tylko cesarzowi, który jest w odległym Aldorfie - a przez to w istocie niezależnym. Znajduje się tu katedra Sigmara w starym geckim stylu. Miasto ma obszerne dobra, tuż przy mieście znajduje się garnizon wojska imperialnego. Miasto utrzymuje to wojsko, dodatkowo przerabia miasto mur - które przez dzisiejsze armaty są bezużyteczne do obrony - w wały ziemne o szkieletowej konstrukcji. Pisze, iż jego ciekawość i brak pośpiechu pozwoliły mu odkryć wielce interesujące materiały. Przede wszystkim w statucie miejskim, najdawniejszych archiwach katedralnych i miejskich. Enigmatycznie wyraził się o "ciekawej przyczynie powstania Rosenborga". Nie znalazł żadnych wzmianek potwierdzających wcześniej znane legendy, z wyjątkiem jak mu się wydawało "wyssanej z palca legendy". Gorąco pozdrawia, życzy zdrowia.

4. Sighisoara - stolica baronii Gusendar. Przedstawia baronię jako miejsce bardzo zacofane. Stolica w porównaniu z Rosenborgiem jest po prostu wsią. Mieszkańcy to pół krwi imperialczycy - Valachowie. Cała stolica jest drewniana. Kamienny jest zamek władcy Ottona II na W od stolicy i na E - kamienna świątynia Moora. Co prawda właściwej wiadomości, po którą tu przybyłem nie uzyskałem, natomiast natrafiłem w klasztornych archiwach na fascynującą teorię tego miejsca! "Coraz bardziej intryguje mnie styl architektoniczny świątyń i historia tej baronii". Przedstawia historię tej okolicy (jest tu dość powściągliwy w słowach): po upadku poprzedniego organizmu państwowego w poł. XV w powstała baronia Gusendar podległa bezpośrednio cesarzowi. By podporządkować Valachów utworzono urząd kasztelana (w Rosenborgu). Przez 5 wieków kraj ten nie zmienił swoich włości. Wydaje się być bardzo zacofany o przemożnym wpływie ubranych na czarno kapłanów Moora. P.S. Informuje (bardzo podniecony i... szczęśliwy), że kult Dawnej Wiary jest zabroniony, a druidzi nie mogątu przebywać. "To uzupełnia moją teorię". Szczęśliwy jeszcze wysyła przyjacielską złośliwość pod adresem Saxona.

Opis świątyni na wschód od stolicy - do której schronili się ludzie gdy Dzika Horda Morgluma pustoszyła okolicę: Sighisoara była moim następnym przystankiem. 975 wysokich, pochyłych stopni prowadzi do położonej na szczycie góry świątyni, niedawnego schronienia ludności uciekającej przed najazdem Dzikiej Hordy. Mali chłopcy schodzący w milczeniu kamienistą ścieżką do swego domu. To miasto forteca, jego koncentryczne mury, chronią umieszczoną w ich wnętrzu świątynię i niewielkie, wykute w kamieniu cele, od dawna będące miejscem ukrycia dla mieszkańców tych stron, od niepamiętnych czasów cierpiących z powodu najazdów wroga. Kwadratowe kwietniki zdobią kamienny bruk rynku, tworząc razem niepowtarzalny wzór, zróżnicowany niczym koc zeszyty z kawałków różnych materiałów.


5. Sibiu - kolejne miasto (a raczej jak pisze "Przy Sighisoara, Sibiu to wieś"). Petrosini w doskonałym humorze. Bardzo spodobało mu się to harmonijne, ciche, spokojne życie. Poddaje się urokowi tego miejsca. Jak pisze to idealne miejsce dla ludzi potrzebujących odpoczynku, spokoju, pragnących medytować, myśleć, modlić się...

Uczestnictwo w nabożeństwie w Sibiu: Jest tu świątynia, do której przychodzą prości ludzie. Obszerną, mozaikową posadzkę przybytku co i rusz przecinają staruszki o pobrużdżonych twarzach. Zapaliłem świecę, zaczerpnąłem pełną szklankę wody z wiadra, pozwoliłem sobie na luksus wspięcia się po kamiennych stopniach, by ujrzeć ciało jakiegoś dawno temu zmarłego człowieka. Zachęcono mnie też do spróbowania jakiegoś słodkiego jedzenia. Wszystko to było bardzo przyjemne, uspokajające, domowe...

Opis krainy i Valachów: Tak więc po przekroczeniu gór przybyliśmy do Sibiu, machając w czasie podróży do siedzących przy drogach, niczym wielkie lalki, wieśniaków odzianych w znoszone kurty i jaskrawe ubrania. mijaliśmy ich też niekiedy na zasnutej kurzem drodze, jadących Bóg wie gdzie, w brudnych, wąskich wysokokolych wozach o łukowatym zadaszeniu, ciągniętych przez coś, co z trudem można nazwać koniem. Wielu jest tych wędrowców, pochodzących z rasy starszej od nasze. niektórzy pozostają na obrzeżach miast, odwiedzając jarmarki i bazary, inni podróżują bocznymi drogami, żyjąc w wędrownych wioskach, a mimo to wciąż będąc częścią ludności tego kraju.


6. Suceava - dawna stolica baronii. Przedstawia dawnych władców baronii w pięknych barwach. Pisze, iż mimo "małości" kraju na posągach wyglądają na prawdziwych władców - niezależnych od nikogo, nawet od cesarza. Petrosini smuci się, iż do kiedy ok 80 lat temu żeńska linia po Mirkalu Chrobrym przejęła władzę - stała się zwykłą szlachtą imperialną. Przeniesienie stolicy do Sighisoara, a nawet imię władcy - Otton sugerują, iż utracili ducha swego ludu, swojej dynastii (tu gorąco zaprzecza jakoby mówił coś przeciwko Cesarzowi!). Opisuje dworzyszcze (dawny pałac władców) nieopodal Suceavy. To drewniane (! - tu V prócz kościołów miało być budowane z drewna) gnijące już i opuszczone miejsce - "smutny i gorzki widok". Samą okolicą jest zafascynowany.

Opis Suceavy: Udałem się do świątyni i w czasie całego obrządku stałem wraz z resztą zgromadzenia, podczas gdy mniszki wyśpiewywały ceremonialne pieśni. Stamtąd poszedłem na obiad do typowego, wiejskiego domu. Wniosłem talerze do kuchni, przechodzące na paluszkach obok chrapiącego na ławce dziadka i nałożyłem sobie jedzenie. To był wspaniały dzień, pełen wspomnień. Wszystkie przydrożne domy były fascynujące; bociany na strzechach, stryszki, których zaokrąglone okna wydają ci się przyglądać - zadziwiający widok.

Była stolica baronii i jej władcy: Suceava w wysokogórskiej dolinie jest spokojną oazą czarnoziemu, każdy pług ciągną tu konie lub byki. Miasto jest radosne. To stara rezydencja władców baronii, do której cytadeli Mirkal Chrobry wszedł bez żadnego oporu; w ten sposób prowincja została zjednoczona, choć Imperium w późniejszych latach miało wiele do powiedzenia. Muszę powiedzieć, ze podziwiam Mirkala i innych tutejszych bohaterów; posąg Petru Raresa, stojący w Klasztorze Moldovitar, jego długie włosy i korona o sześciu ostrzach, są imponujące. Klasztor Mirkala hojnie mnie obdarował.

7. Voronet i Sucentar - klasztory Moora. Opisuje działalność jasnowidztwa wśród kapłanów. Od kilku bowiem wieków właśnie stąd sprowadzani są cesarscy jasnowidze o Straroświatowej sławie. Opowiada o przeróżnych wizjach itp. Mimo, że jest to raj dla wyznawców Moora, to jednak Voronet jest opuszczonym i podniszczonym klasztorem.

Południowymi, prawdziwymi skarbcami sztuki i architektury baroni są klasztory w Voronecie i Sucevitarze. Ich ścian, na których namalowano obrazy o tematyce historycznej i religijnej, są unikalne. Jest tam wszystko, począwszy od scen bitew i oblężeń, skończywszy na drzewach genealogicznych. Piekielnie ognie kłębią się wokół dusz, żywe węgle przypiekają umęczone ciała Jaka szkoda, że sztuka malowania fresków wydaje się martwa, i że Voronet jest tak zrujnowany, jego krużganki ciche, pamiętające jedynie echo dawnych kroków.

8. Opisuje swoje przejażdżki, przechadzki po tej krainie. W bardzo pogodnym nastroju opisuje o wielkiej tajemnicy jaką przed Wami ukrywał i świństwu, które Wam kiedyś zrobił. Kiedyś wyjaśni wszystko. Na razie upaja się światem i odpoczywa. Pisze jak bardzo był już zmęczony i załamany. Tu czuje się wyśmienicie i dlatego zamierza pozostać w baronii na dłużej.

...to fascynujący kraj, pełen rożnych rzeczy - wędrowców, kwiatów, lasów, miast i wsi. Przyjazny lud pomaga w czasie drogi, a wydarzenia ubarwiają codzienne życie kolorem złota. Góry wspomagają mnie i oddziałują na mój umysł swym urzekającym majestatem i niesłychanym pięknem. Jak ktoś w kilku słowach listu może odpowiednio opisać magię tych ukrytych w leśnych ostępahc gór? Wspaniałe i magiczne, prezentują swe łagodne krzywizny w wielu odcieniach zieleni, gdyż słodka leszczyna, kwiecista akacja i wysokie sosny porastają je od podstaw aż do wierzchołków.


9. ...Powróciłem do mistycyzmu Klasztoru Mirkala, lecz coś zakłóciło me badania. Ostatniej nocy przebudziły mnie dziwne dźwięki, rozbrzmiewający w celach i pustych slach starożytnego budynku. Rozległy się jakieś kroki, usłyszałem odgłos bosych stóp i nagle wszystko ucichło. Jak się zdaje, wszyscy przypisują to któremuś z braci, cierpiącemu na jakąś chorobę, ale usłyszane słowa są dla mnie zrozumiałe:
"Kha-ly iest'churya 'es tron n u-kha-ly;
Dyurian 'os nazg kechar!
Ai kha-ios en all alluchyren 'es chton n nam-ly;"

To przesłanie zagłady z Zewnętrznej Krainy zrujnowało me dotychczasowe poczucie spokoju. Bezustannie spoglądam za siebie i szukam czegoś, czego mógłbym się bać - lecz nie wiem czego. P.S. W następnym liście napisze Wam o wszystkich moich spostrzeżeniach. Jeżeli istniejecie - Bogowie, sprawcie by były to majaczenia szaleńca!

Also on Fandom

Random wikia